poniedziałek, 24 września 2012

Rozdział 1.

z perspektywy Olivii :

 Dzisiaj zakończenie szkol. Jak ja się cieszę!!Nie będę musiała oglądać już gimnazjum. To miejsce jest strasznie ponure i przygnębiające :( Ale na  szczęście dzisiaj zaczynają się już wakacje. Jupii!!!
   Wstałam o godzinie 6.20. Nie mogłam się rozbudzić. No ale trzeba iść odebrać w końcu świadectwo. :D 
Leniwie zeszłam z łóżka i poczłapałam do łazienki. Wskoczyłam szybko pod prysznic. Gdy zn niego wyszłam  , wysuszyłam szybko moje brązowe włosy i zrobiłam lekki makijaż. Tak lekkie, że ledwo zauważalny, a to wszystko tylko dlatego, że mój dyrektor nie toleruje jakiegokolwiek makijażu. :( No, ale to facet i nie rozumie tego, że dziewczyny starają się wyglądać ładnie. No nie nie może tego zrozumieć . grr... gdy wyszłam z łazienki wskoczyłam szybko w zestaw, który naszykowałam sobie wczoraj wieczorem. Musiałam też założyć balerinki. Taki to nasz ,,kochany" dyrektor jest przewrażliwiony. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i zeszłam na dół. W kuchni jeż siedzieli rodzice przy śniadaniu. Mama jak zwykle popijała kawę, a tata jadł jednocześnie przeglądając poranną gazetę.
-Dzień doberek! Jak się spało? -spytałam radośnie obdarowując rodziców promiennym uśmiechem, i całusem na przywitanie.
-Witaj skarbie! Spało się dobrze, ale krótko. dziękuję.- uśmiechnęła się do mnie mamuśka.- W kuchni czeka już na ciebie już śniadanko. 
-oo, dziękuję mamuś.Widać, że o mnie myślisz. Kocham Cię.- w radosnych podskokach ruszyłam do kuchni po tacę. Zjadłam pyszne naleśniki. Takie pyszne naleśniki to tylko u mojej mamy. Byłam w trakcie rozmowy  rodzicami, kiedy to zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu było: ,,Sami <3"
-cześć kochana, co jest?
-Jesteś już gotowa? 
-oj Sami, za kogo ty mnie masz, jasne, że jestem.
-oh to dobrze. Zaraz z Loganem będziemy po ciebie i Madie. 
-oki, już ją wołam. do zobaczenia. 
-pa
zakończyłam rozmowę i pobiegłam na górę po Madie, bo znając ją to jest jeszcze w proszku, a zaraz przyjedzie Samantha z Loganem i nas zgarną, a ta młoda istota zwana moją siostrą nie zdąży nawet zjeść śniadanie. Weszłam bez pukania do pokoju Madeleine była już ubrana i właśnie kończyła makijaż.. Muszę przyznać, że wyglądała na prawdę bardzo ładnie. 
-Madie, chodź już proszę, bo zaraz przyjedzie Logan z Sam i nas podwiozą do szkoły. A ty musisz jeszcze iść zjeść śniadanie.
-dobrze już idę. 
Zawiązała jeszcze apaszkę na szyi i obie zeszłyśmy na dół
- o dziewczynki. ślicznie wyglądacie jak zawsze- skomplementował nas dumny ojciec. Zawsze nam powtarza , że jesteśmy nadzwyczajne i ,że mamy wyczucie gustu. Ale mówi nam jeśli się mus coś nie podoba w naszym stroju. Jest po prostu bezgranicznie z nami szczery . Madi jadła śniadanie, a ja razem z tatą na kanapie popijałam herbatkę. 
-dziewczynki, jak wrócicie musimy wam coś ważnego powiedzieć
-dobrze.
Około 7.45 wpadała Sami i zawołał nas.
-to trzymamy kciuki za was dziewczynki!- powiedziała za nami mama.
-dzięki mamuś. Pa- rzuciła tylko przez ramie Madie.
-Cześć Logan- przywitałyśmy się równocześnie z naszym kierowcą.
-cześć dziewczyny, ładnie wyglądacie.
-dzięki
Logan był naszym kierowcą, ponieważ tylko on miał prawko. Ja miała dopiero szesnaście lat, Madie piętnaście, Sam siedemnaście, a Logan skończył w kwietniu osiemnaście.Przyjaciele wysadzili nas pod naszym gimnazjum i ruszyli dalej.Po zakończeniu roku szkolnego razem z siostrą wróciłam do domu. Obie miałyśmy świadectwo z czerwonym paskiem. Weszłyśmy szczęśliwe do domu i od razu pochwaliłyśmy się rodzicom. Byli z nas dumni.
-to teraz skoczcie się przebrać i zejdźcie szybko, bo musimy wam coś powiedzieć- powiedziała mama , której uśmiech nie schodził z twarzy. Szybko pobiegłyśmy do pokoi i się przebrałyśmy. Madie ubrała ten zestaw z czerwoną bluzką i jeansowymi szortami, a ja ten zestaw z bluzą adidasa i jeansowymi rybaczkami. Zbiegłyśmy na dół. Rodzice już na nas czekali.
-Usiądźcie kochane dziewczynki.- posłusznie wykonałyśmy polecenie mamy. 
-a więc...-zaczął nie pewnie tata
-zawsze chciałyście wyjechać do Londynu, prawda?- zapytała mama
-owszem mamo. Od dawna o tym marzymy- odpowiedziałam za nas dwie.
-a więc się ucieszycie z przeprowadzki do Londynu?- zapytała zadowolona mama
-co?!- równocześnie z Madi krzyknęłyśmy i poderwałyśmy się z miejsca jak porażone. 
-no wyprowadzamy się z Polski i lecimy do Londynu. Tam mamy większą część rodziny, z stamtąd pochodzą wasi dziadkowie, tam są nasze korzenie. A my z tatą naleźliśmy tam prace i kupiliśmy śliczny dom.
  Ucieszyłam się z tego pomysłu i Madie chyba też. Tylko jak ja zostawię to życie tu i wyprowadzę się na drugą stronę kontynentu. ?Tego jeszcze nie wiem.
-cieszycie się ?- zapytał zdezorientowany tata. Pewnie nasze miny były nieodgadnione. Przeniosłam wzrok na siostrę. Widziała te iskierki w oczach i nagle rzuciłyśmy się na rodziców. Zaczęłyśmy krzyczeć ze szczęścia i przytulać rodziców.
-Pewnie, że się cieszy,y. Na reszcie poznam rodzinę, pozwiedzam, poznam moje ukochane miasto. Będę mogła rozwijać swoje marzenia muzyczne i tam są takie sklepy, że pustymi rękami to do domu wracać nie będziemy. A Madie będzie mogła wreszcie spełnić się w modelingu .
       Wspomniała wcześniej, że moja siora marzy o karierze modelki? NIE? to wam teraz właśnie mówię. Madeleine chce spróbować swoich sił w tym zawodzie, ale oczywiście oprócz tego chce mieć skończone studia prawnicze. Ja natomiast oprócz muzyki wybrałam medycynę. Ale to później. 
-to ja biegnę powiedzieć Sam. 
Tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Włączyłam szybko skype i opowiedziałam moim przyjaciołom o nowinach. Oni byli w szoku. Nie odzywali się przez bite 5 minut. Mieli wytrzeszczone oczy i otwarte buzie. Wyglądało to dość zabawnie .

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jet pierwszy rozdział. 
Jest on może jeden z tych krótszych, ale następny będzie dłuższy:D


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz