-No normalnie. Zawsze marzyłyśmy, żeby wyjechać do Londynu, a teraz nasi rodzice dostali tam pracę i możemy się tam przeprowadzić. Ja wiem, że to jest trudne i bolesne, bo muszę was zostawić,ale ja naprawdę chcę tam pojechać i się spełniać razem z Madie.
-Ja wiem mała, ale będziemy za wami cholernie tęsknić i nie wyobrażam sobie teraz, żeby was nie było- powiedziała zawiedzionym głosem Logan. Zrobiło mi się ich strasznie żal. I nagle wybuchliśmy wszyscy płaczem. Do mojego pokoju wparowała Madie, również z płaczem.
-za 15 minut w nad naszym jeziorkiem, - Razem z siostrą pobiegłyśmy w nasze miejsce. Jest nim mała polanka zaraz za parkiem. Tam znajduję się mały stawik z pomostem. Nikt o nim prawdopodobnie nie wie, bo jest on schowany za gęstymi krzakami, które porastały tą część parku. Kochałam tam przebywać. Tam mogłam się wyciszyć, to tam mogłam spokojnie pomyśleć. Nasi przyjaciele byli punktualnie. Rzucili się na nas jakby nas nie widzieli przynajmniej kilka lat. I znowu oblały nas zły. Nie oszczędzaliśmy sobie ich.
-Za ile wyjeżdżacie?
-za dwa tygodnie-odpowiedziała Madie Sam
-tak szybko?!!
-tak.
-ale nie płaczcie już. przecież mamy skype, mamy telefony, a wy będziecie do nas przyjeżdżać w każde ferie, czy wakacje. My też będziemy częstymi gośćmi w Polsce. Jakoś to będzie- powiedziałam opanowując łzy.

-ok, już koniec tych smentów. - powiedział dość opanowany Loguś-A dzisiaj wieczorem robimy u mnie imperę pożegnalną, a od jutro pomagam wam się pakować ok? - zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha Sami

-nie ma sprawy. Nawet mam ochotę zabawić się do białego rana na tej ostatniej polskiej imprezie w naszym gronie-Uuu nie poznaje koleżanki Oliwii. Zawsze taka grzeczniutka, ułożona, a teraz chce szaleć do białego rana nonom - powiedziała Sami i parska śmiechem. Poszliśmy wszyscy w jej ślady. Około 15 wróciłyśmy razem z Madie do domu. Poszłyśmy do pokoi wybrać stroje na dzisiejszą imprezę. Później wskoczywszy do łazienek. Wzięłam szybki prysznic, rozczesałam dokładnie włosy i je wyprostowałam, zrobiłam jeszcze makijaż i wskoczyłam w moje ciuchy na dzisiejszy wieczór.(różowa sukienka, czarne szpilki i tego samego koloru marynarka) Gdy byłam już gotowa, weszłam do pokoju Madeleine. Ona miała dość mocny makijaż, a włosy zostawiła naturalne. Na sobie miała krótkie spodenki na szelkach, bluzkę z krótkim rękawkiem w odcieniu kawy z mlekiem i czarne trampki. Muszę powiedzieć, że wyglądała świetnie. Byłyśmy gotowe punktualnie o 19. Akurat przyjechał Logan, żeby nas zawiedź do domu Sami. Gdy podjechaliśmy pod dom naszej kumpeli ostro się zdziwiłyśmy, bo muzyka huczała jak nigdy, a było tyle aut, że nie wiem czy bym zliczyła, niczym w ,,projekt x"( kto oglądała, to ma pojęcie jak dużą imprezę zrobiła Sami, tylko, że u niej nie było tyle nieszczęść). Byłam tak szczęśliwa jak nigdy, że tyle osób przyszło, aby nas pożegnać. Musze\ę przyznać, że impreza była zarąbista. Bawiłam się jak nigdy. Nawet wypiłam trochę z przyjaciółmi chodź Zadko mi się to zdarza, ale dzisiaj sobie nie szczędziłam. Byłam ciut wstawiona i nie bardzo wiedziałam co robię. Razem z Madie weszłyśmy do domu ok 4 nad ranem. Rodzice już spali. A przynajmniej tak nas się wydawało. Mama wstała i jak nas zobaczyła to wybuchła niepohamowanym napadem śmiechu. My nie wiedząc co robimy też śmiałyśmy się jak głupie. Pewnie rano nam, się dostanie, ale cóż warto było. Rozeszłyśmy się do pokoi, zrzuciłam z siebie ciuchy i wkroczyłam w piżamkę. Wstałam rano. Tsa rano. Wstałam ,,rano" i był obiad. A właściwie to była godzina 13. łeb mnie tak bolał, że nie ogarnęłam nic. Wstałam,przemyłam twarz zimną wodą, wykonałam poranną toaletę i ubrałam się w dżinsy, różową bluzkę ze Snoop`y ,do tego siwy sweterek z trzy czwartym rękawem, i różowo-siwe trampki. Na dole siedziała już Madie i pochłaniała przepyszne omlety mojej mamuśki. Ubrana była w czarne rurki, białą bokserkę i fioletową bluzę z adidasa. Koło godziny 17 wpadła Sam z Loganem.Już dzisiaj zaczęłyśmy się pakować.
***********dwa tygodnie później-dzień wyjazdu*******************
Tak. To właśnie dzisiaj się wyprowadzam. Mój tata pojechał już wczoraj z naszymi rzeczami autem, a ja z mamą i siostrą mamy samolot. Na lotnisko odwozi na Logan. Nie mogłam spać całą noc, rozmyślając jak to będzie, jak poradzę sobie bez przyjaciół. Czas na ostatnie pożegnanie. Polały się strumienie łez. Nie nawadze pożegnań. Mama nas zawołała, bo za 10 minut mamy samolot. Jeszcze się z Mad poprawiłyśmy i mogłyśmy wsiadać. Jakimś cudem rodzice załatwili nam podróż w biznes-klasie. Na pokładzie byliśmy tylko my. To było dość dziwne. Bo reszta była dla kogoś zarezerwowana. W Berlinie mieliśmy postój. Okazało się, że do samolotu, na nasz pokład wsiadło pięciu chłopaków. I to całkiem przystojnych chłopaków. Dostrzegli nas. Jeden z burzą loków uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniła. Ten lokowaty coś powiedziała do swoich towarzyszy i zaraz cała piątka nam się przyglądała. Byli uroczy, ale miałam wrażenie, że skądś ich znam. Zawstydzona trochę, rozsiadłam się wygodnie w fotelu i powiedziałam o nich mojej siostrze. Też ich obczaiła. Po pół godzinie lotu zachciało mi się do toalety. Wstałam cicho, żeby nie budzić mojej mamy i siostry i ruszyłam w kierunku WC. Niestety w pewnym momencie lekko zatrzęsło samolotem i ten lokowaty nie utrzymał w ręku ...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jest drugi rozdział. Mam nadzieje, że trochę ciekawszy od pierwszego :D
A to zdjęcia ciuchów dziewczyn, które miały w samolocie:
Oliwia: Madeleine:
![]() |
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz